Kuchnia


Home Cookin by Carol Hopper

Mam w brzuchu kłębek sierści i ze dwie kreski radości, pierwsze od dłuższego czasu. Dwie kreski radości to wciąż niemiarodajnie niski Celsjusz, wynik mocno niestabilny, z łatwą tendencją spadkową. Chronię, ogrzewam, palę sobie i świeczki i jakiś ogarek, ale - bywa - gaśnie. Nie jest łatwo.

Dni mijają fabrycznie podobne do siebie, różni je teraz tylko odległość od wiosny. Montuję im ciekłokrystaliczne śniadanie, zawsze w biegu, nieprzytomna, nie-do-obudzenia, bez dobrej energii, nerwowa i smutna.

Szczęściem hodowla dziecka w wariancie bezglutenowym odbywa się pomyślnie, dziękuję, na wadze posiadamy 2 kg Mai więcej, a jest to pierwsze 2 kg od trzech lat, więc dobrze, pierwszy raz od dawna sięgamy po mityczną normę w siatce centylowej, złoto matek i puchar piekących pyszny chleb powszedni ojców. Będzie dobrze, jakoś.

Co ze mną zatem, cóż mi osobniczo dolega, jaki problem pierwszego świata spędza mi sen ze ślicznych, lekko tylko obrzmiałych oczek, jakimż smutkiem targana, melancholijnie nawijam na paluszek wypadające mi garściami włosy, jakież to niewesołe kwestie przepowiadam sobie przed snem, doświadczając nieistotnych fabularnie afazji, jąkając się w zdaniach wielokrotnie złożonych do strzału. Ja, ściana słów, narratorka równoległa, co nie pamięta żadnego początku i musi posłusznie poczekać aż wróci. Ja, facetka od języka. Jąkając się, czekam.

Nie tak byłam ze sobą umówiona, biegłam, a stanęłam. Stoję, brudna woda, smutno, depresyjnie, sennie, od kilku dni dopiero nowa, blada jeszcze iskra.

Po raz drugi, po zmianie lekarza, daję po pysku swojej hashimoto, jak mi smutno, to czytam sobie Aleksandry Zielińskiej praktyczny poradnik "Ta podstępna dziwka - tarczyca" vol.1 i vol. 2., po dwóch miesiącach bez hormonów, po zjeździe równią pochyłą, po badaniach i wynikach badań, od tygodnia nareszcie łykam tabletki od mądrego profesora i pozwalam walcować się, miażdżyć, policzkować potężnej huśtawce nastrojów. Kiedy mówię huśtawka nastrojów, mam na myśli skok na bungee nastrojów, skok z kosmosu dysforii, bójkę na pięści, łatwy krzyk, ogólnorozwojowe nie podchodź. Niech ktoś zrobi mi twardy reset, proszę, zanim zginę z ręki domowników za opar szaleństwa, na jakim próbuję dotrzeć do następnego poziomu tej nielogicznej gry z własnym organizmem. Nie, nie mogę zracjonalizować, zgadzam się, że byłoby to bardzo sympatyczne, niestety, zakładam szkła korekcyjne na oko cyklonu, które nadal wiruje.

Więc tak, jakoś się kręci. U mnie. Piękna wiosna tej zimy. Taka niezrzeszona, bez legitymacji, ciężko ją będzie obronić jako stały punkt lutego, ale proszę. Miejmy w sobie ten wstępny przebiśnieg.

Och, nie może być tak, żeby było w tych nerwach spokojnie, prawda?
Dawno tak się nie miotałam w życiu.
Szukam odwagi, aby zrobić to, co chcę zrobić. Czy to nie paradoks? Mieć w jakiejś kwestii niezachwianą pewność i bać się nadal?

Czuję się jak uczennica. Czeladniczka. Córka. Mówią mi: nie uda się. No nie uda Ci się, daj spokój. Nie podoba nam się, jak robisz, miałaś nie robić. Pranie byś zrobiła. Nierozsądny głupku.

Kto mówi? One. Tamte. Wymienię je tanio na coś bardziej operacyjnego, coś, co nie czeka, aż pan Przeznaczenie włączy zielone w najładniejszym odcieniu. Może hormon włączy, nie wiem, niech mnie ktoś zastrzeli i wypcha jak psa Smutka, proszę.

Moja wyzwolona młodsza siostra literatura nie potrafi mi pomóc. Pochodzę z piwnicy, przyjechałam ze zjednoczonych stanów lękowych, nie rozumiem. Przyjaciółki uczą mnie pluć sierścią i krzyczeć.

Ale jeszcze nie dzisiaj, dzisiaj jeszcze - kłaczek.

Leczę się, biorę tabletki turkursu, szukam jak sroka srebra, łowię małe, inspiruję się i wzruszam, śledzę powalające na kolana zaskoczenia, małe akty oporu.

Robię sobie codzienną listę miłych rzeczy:
- nacieranie skóry ulubionym kremem
- kwiaty
- sen natychmiast kiedy chce się spać, najlepiej w ubraniu
- myślenie
- kolor niebieski, kolor turkusowy
- przytulanie
- całowanie
- świeży chleb
- duma

Dziwactwa, tam gdzie się od siebie różnimy, nie może nie być dziwacznie, sklejam sobie w jaśniejszą całość śmieci dnia, zbieram siebie, suchy chleb dla konia, obierki.

Czekam ponownie na siebie, odrobinę spokojniejszą, silniejszą. Nie chcę zostać w kuchni samej siebie, nie chcę.

Nie życzę sobie zastać w niej samej siebie za rok, za dwadzieścia lat, księżyców. Na kolanach, ze szmatą nad rozlanym mlekiem.

Wiecie, o czym mówię.
Z grubsza chodzi o to, żeby przestać robić wałki na własnym życiu.




Komentarze

  1. Zmiana pracy, zmiana pracy! Rzuć, wyrzuć, wypluj, odkrztuś.
    Ty nie dasz rady? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pojem jeszcze hormonu, dobrze? :-) Kłaczek, istotnie, dławi. Lokalizacja kłaczka wcale nie jest wcale oczywista. Przejrzę na oko cyklonu, mam nadzieję, niebawem. I się zobaczy, jaką radę ja dam :-)

      Usuń
  2. Oczywiście, że dasz radę! Są przykłady (i to żywe!) tego, że chodzenie na życiowe spacery ZA sercem przynosi efekty. Wtedy jest się u siebie. Nie można wlec serca za sobą na sznurku, ono musi skakać przed Tobą.
    Trzeba mieć odwagę spuścić je ze smyczy.
    Dasz radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się pospotykać z żywymi przykładami. Zmienić punkt widzenia podwójnego i ledwo na oczy.

      Usuń
    2. Dokładnie, włóż palec, Tomaszu. :)

      Usuń
  3. Zdam Ci relację, czy oczyści mi wątpia z upchanych przez lata lęków i blokad.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam o podstępnej dziwce i się poryczałam. Dziękuję Ci. Moje jaśniehashimoto pozdrawia serdecznie Twoje jaśnieHashimoto.
    Ja ostatnio wygrzebałam takie coś, zobacz:
    http://commed.polki.pl/dieta-i-suplementy-przy-niedoczynnosci-tarczycy-i-hashimoto-vt50353.html
    a później krok po kroku przypadek:
    http://commed.polki.pl/djfafa-historia-choroby-aktualizacja-19-12-12-vt71916.html
    pozdrawiam z czeluści MałGocha

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Ty Żywa Materio Frazeologiczna, to jest właśnie ta druga strona mocy - ktoś tak wrażliwy na słowa nie może być jednocześnie niewrażliwy w ogóle. Życiowe sweterki z lęków utkane robi się i pruje naprzemiennie. Musisz być wykończona ostatnimi wydarzeniami. Zbierzesz co musisz, odpoczniesz ile potrzebujesz i ruszysz. Taki cykl. Niech moc będzie z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz, moja facetko od języka, że błękit jest podstawą każdego malarskiego obrazu? Szkicem, szkieletem i podwalinami. Ty tam sobie spokojnie szkicuj wyjście z tej kuchni. Tylko już nie dopieprzaj niczego, zwłaszcza sobie, nie dosalaj. Ani kuchnia od tego lepsza nie będzie ani Ty. Zwłaszcza Ty. Skąd ta konieczność przyprawiania sobie gęby? - zastanawiam się [i nie jesteś tu osamotniona]. Skąd brak przydziału cukru dla siebie? Nabierz sobie łyżką! Porządnie, bez żenady. I wyjdź już z tej kuchni, bo całą wioską czekamy na Ciebie pod kopułą nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a propos łyżki - seniorzy przybywają z odsieczą: http://www.youtube.com/watch?v=Qq6tSvY6O24

      Usuń
    2. Oglądam Seniorów i ryczę jak bóbr.

      Usuń
    3. Przepiękne!
      I niech nam kwitną nieustannie "wiosenne krokusiki" )))

      Usuń
  7. Kuchnia to najlepsze miejsce, by usiąść i pogadać.
    Miło, że nas zapraszasz:)

    Daj sobie trochę czasu, Dziewczyno z turkusem w oku.
    Złap oddech. Odpocznij.
    Po tych ciemnych dniach na nieludzkich obrotach, w stanie najwyższej gotowości, dobrze by było napoić Cię słońcem i błękitem. Snem bez wyrzutów.
    Zatankuj. Za moment pojedziesz dalej.

    A lęk? To nic. Był, jest i będzie. Da się z nim iść.
    Spakuj na dno plecaka i pokaż mu kto tu rządzi!
    Jest, ale nie ma nad Tobą władzy, choć rzuca wielki cień. To tylko cień, a on jest mniejszy niż myślisz:)
    Kto wie, czy nie zbladnie i zmizernieje, gdy się hormon wyciszy.

    Serdecznie Cię ściskam królowo metafor!
    Niech się ciepło rozrasta:*


    OdpowiedzUsuń
  8. Najważniejsze, że wiesz, co chcesz zrobić. Robić.
    Gdzieś tam, do tego chcenia, jest przymocowana odwaga i siła. Może spadła pod stół albo nadepnęłaś jej na ogon i nie może wstać. Znajdzie się i przyjdzie do Ciebie.
    Nie znam niczego gorszego niż nie wiedzenie czego się pragnie. (jednak znam - obojętność)
    Ty wiesz. Zaniechanie Ci nie grozi.
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz