Prymuski patriarchatu


Ciotka Kena by Zbigniew Libera


Tęsknię do chcenia.
Jestem z kraju, który nie chce. Nic nie jest jego.

Chciałabym, aby ten kraj czegoś chciał. Przeczytał nieco inny elementarz. Poćwiczył techniki snu, marzenia i halucynacje. Poszedł po coś. Nad czymś się pochylił troskliwie, ucieszył. Żeby pomarzył o sobie samym, tym jakiś czas później. Zainstalował sobie przyszłość. Potrzymał w dłoni genitalia patriotyzmu i poszedł uprawiać nimi miłość do ojczyzny bez przemocy i lęku, w czystej bieliźnie, bez czarnych slipów Wallenroda. Ile czasu może zająć narodowi zorientowanie się, że jest wolny do, nie tylko wolny od?

Słyszę furkot folii, w którą na polecenie kraju owinęłam życie, potrzeby, pragnienia. Pracowicie przebijam się przez warstwy izolacji i uziemienia. Obserwuję kobiety mojego kraju, ciekawią mnie bardzo. Przeglądamy się w sobie, znaczki z tej samej serii z papieżem. Patrzę z dystansu na morze naszej bezinteresownej wrogości, słabość i gorliwość w dyscyplinowaniu innych kobiet. Próbuję zrozumieć, skąd się wzięłyśmy. I ile mogłybyśmy razem.

MaryLoo napisała w komentarzu do "Wylinki":

"Wysoki poziom lęku zmniejszałam szukając akceptacji u innych, odgadując, a nawet wyprzedzając ich myśli. Nadskakiwałam i przytakiwałam."

Martwieję, czytając.
Wyprzedzanie cudzych myśli brzmi bardzo znajomo. Szukanie akceptacji, nadskakiwanie i przytakiwanie.

Zostałam do tego specjalnie przeszkolona.
A Wy?

W rozmowie z Marią Janion "Córki są do wielkich zadań" jest kapitalny moment:

"- [Renata Dziurdzikowska] Wspiera pani ruch kobiecy w Polsce, docenia kobiety, pisze o kobietach w literaturze. Czytam wywiad z profesor Hanną Świdą-Ziębą, w którym mówi: "Całe życie doświadczałam nietolerancji ze strony kobiet! To one mi mówiły: "Jak ty chodzisz ubrana!", kiedy przyszłam w spodniach na radę wydziału. "Nie gotujesz obiadów, choć masz męża i dziecko! Jak to, ty nie pierzesz mężowi koszul i on się z tym godzi? Dlaczego nie urządzasz przyjęć?" A Wisława Szymborska współczuje wielu mężczyznom, że mają w domu żony-jędze.

- [Maria Janion] No tak, ale skąd bierze się jędza? Kinga Dunin napisała o tym bardzo dobry felieton. Kobieta mówi, chciałabym to i to, mam taką potrzebę, a mężczyzna odpowiada: "co ty pleciesz","nie nudź", "później", albo nic nie mówi, bo nie słyszy, nie słucha, lekceważy. Kobieta już wie, że jej potrzeby są nie na miejscu, nie może ich wyrażać, bo i tak nie będą zaspokojone. I w ten sposób po kilku latach zostaje jędzą.

Kobiety, które poniżają inne kobiety, są częstokroć strażniczkami systemu, feministki nazywają je zbrojnym ramieniem patriarchatu. Patriarchat już nic nie musi, ponieważ kobiety same wszystko załatwią, same siebie potępią - "jak ty się ubrałaś", "gdzie poszłaś" - przywołają do porządku w myśl norm mających obowiązywać kobietę. Nasze społeczeństwo jest męskie, narodowe, katolickie, heteroseksualne, zrepresjonowane i represjonujące. Wiele kobiet uwewnętrznia i propaguje to przesłanie."

Przerażająca większość Polek to gorliwe funkcjonariuszki patriarchatu. Mamy tutaj wspólną, dość niewolniczą głowę.

Wyprzedzamy myśli patriarchatu.
Jesteśmy prymuskami patriarchatu, córkami prymusek, które mówiły nam: "co ty pleciesz", "tak się nie robi", "to się nie uda", "w oknach muszą być firanki, chcesz żeby ci ludzie do domu patrzyli", "bo się ojciec zdenerwuje".
Urodził nas naród z funkcją dozorcy.

Jestem przekonana, że za naszych czasów rozegra się w Polsce najważniejsza wojna kobiet. Walka o wolność do. Ta walka będzie międzypokoleniowa, domowo-szkolna, nerwowa.

Tak, nasze córki są do wielkich zadań. To one mogą nareszcie zakończyć proces dziedziczenia. Dostać w posagu surowe możliwości w miejsce rodowych sreber zakazów i ograniczeń. Nasze córki mogą chcieć i śmiało iść do własnych celów.

Tymczasem wewnętrzne dozorczynie jeszcze w nas mówią. Całe dzielnice kobiet gniewnie wychylonych z mansjonów okien wydają głośny syk, unoszą się nad haftowanym pekińczykiem, cmokają z dezaprobatą.

Jak chodzisz. Jak się ubierasz, ty mała dziwko. Twoja krótka i brzydka spódniczka jest wykroczeniem przeciwko narodowi, któremu szedł żołnierz po makach i ginął. Naród i tata narodu byliby bardzo niezadowoleni, gdybyś wyszła w tej krótkiej spódniczce do ludzi. Ludzie mogliby poczuć się nieprzyjemnie sprowokowani, a oprócz ludzi również inne kobiety.

Kupimy ci barbie, tylko nigdy nie ubieraj się jak ta mała chuda dziwka. Damy ci talerz pierogów z cebulą, żebyś nie była taka chuda w białej bluzce ze spoconymi pachami, i żebyś ciężko dyszała, jeżdżąc na swoim różowym rowerku. Ty nasze siedem lat tłustych, przez resztę życia chuda krowo. Wówczas nie sprowokujesz obcych ludzi do czynów niegodnych z twojej winy, a nawet będą ci współczuli podczas procesu myślowego, jaki ci wytoczą. Będziesz podejrzewana o najgorsze, dlatego musisz być najlepsza, i chociaż to nie wystarczy, po prostu się postaraj, trzeba sobie zasłużyć na czerwony pasek na skórze i nagrodę książkową.

I nigdy, ale to nigdy nie odzywaj się głośno, kiedy nie pytają. A kiedy pytają, szybko i ładnie najpierw podnieś rękę. Możesz podnieść rękę jeszcze zanim zapytają, ale nie odpowiadaj, tylko pokaż, że się starasz i zrób herbatę z cytryną. Na stole puste filiżanki z duraleksu po prababci, aport. Ładnie. A teraz powtórz, dobrze wychowaj córkę. Skromnie. Weź dla niej to samo. 

Kto mówi w naszych wewnętrznych dozorczyniach?
Kto je nauczył?
Skąd się biorą kobiety w kobietach? Kto finguje proces dziedziczenia kobiecości jako kobiecej natury?
Ile w dozorczyniach biologii, a ile kultury?

To, co naturalizujemy jako płeć biologiczną, jest wytworzone przez kulturę, i nawet anatomiczny zakres płci biologicznej regulowany jest historycznie i społecznie. Chociażby - nie w każdym z zakresów kobiecość zawiera genitalia. A w jednostronicowej polskiej kamasutrze - od pokoleń pozycja pod migrenę, niepokalane poczęcie i fundusz alimentacyjny w świeżych nenufarach.

Dlatego ja w moim najbardziej podstawowym sensie nie jestem kobietą, ale stosuję kobiecość, jaką we mnie wyuczono, pozwalając jej wtórnie wytwarzać moją płeć biologiczną. I żebyście dobrze mnie zrozumieli: to nie jest gładkie zdanie i sztuczka teoretyczna. Sprawdzam ją własnym ciałem. Gdyby pierwotnie istniała płeć biologiczna, w języku, jakim kazano mi opisywać siebie jako kobietę, nie brakowałoby pewnych części ciała i pewnych jego czynności. Tymczasem części mojego ciała nie było, nie przyznano mi go, bo mama nie kazała, a ksiądz przed pierwszą komunią wskazał jako skażone grzechem.

Joanna Mizielińska w "(De)konstrukcjach kobiecości" przytacza za Judith Butler mój ulubiony inicjacyjny performatyw: - "To dziewczynka", który powołuje nas do życia. Moc stwórcza tej różnicującej formuły towarzyszącej naszemu przyjściu na świat nigdy nie wygasa, podlega rytualnym wzmocnieniom, których celem jest poprawne realizowanie przez nas kobiecości kulturowej.

Ku kobiecości nie prowadzą nas szamanki, lecz ekspedientki kultury. Silna obrzędowość współczesnej kobiecości jest społecznie znaturalizowana. Rytualne wprowadzenie w kobiecość odbywa się poprzez zaproszenie do konsumpcji kobiecości, zakupy rekwizytów i przeżyć kobiecości, dekorowanie tożsamości, podczas których dorosłe kobiety starają się zaciekle przeciągać małe dziewczynki na swoją stronę.

- Idź się przejrzyj, jak wyglądasz.

Figura dzieciństwa, suma naszych dzieciństw: dziewczynka biegnąca do lustra. Między wzrokiem a dziewczynką pojawia się lustro, odbija spojrzenie dziewczynki, budując kobiecość jako nienaturalne zainteresowanie samą sobą, wyłoniony w lustrze zewnętrzny obraz samej siebie i wyobcowany przedmiot rytuału. Dorosłe kobiety gromadnie zaopatrują dziewczynkę w emblematy kobiecości. Dostaje sukienki, spódniczki, kokardki, ściereczkę i ładnie powiedz dzień dobry. Mała dziewczynka maluje sobie usta bez przekonania, ale dostaje zabawkowe zestawy do makijażu tak długo, aby kiedyś bez pomalowanych ust poczuła się nieubrana, a przynajmniej zaniedbana. Z czasem metoda dodawania, model addytywny, w jakim zaczyna funkcjonować ciało dziewczynki, obrasta w kobietę, w której nic nie jest nią samą w sobie, ponieważ byłoby to niegrzeczne.

- Zobacz, jak teraz ładnie wyglądasz.

Dziewczynka zapamiętuje, że jest ładna, kiedy dorosła kobieta jest z niej zadowolona.

Radosne przeglądanie się w lustrze to trening kobiecości i początek głodu przeglądania się, starannych studiów nad cudzym zadowoleniem, budowaniem siebie jako serii uśmiechniętych odbić w oczach innych, pisemnych podziękowań za szarlotkę na szkolne zebranie i całus od naprawdę dobrze wychowanej wnuczki, kiedy poprawnie kontynuuje linię plisy na granatowej spódniczce.

Ile roboczogodzin spędzono nad nami, abyśmy milczały, oglądając film "Jak tresuje się dziewczynki" Zbigniewa Libery. Ile dekad poświęciło rozrzutne stado, aby umalować nam usta. Jak dużym zbiorowym wysiłkiem wyuczono nas, abyśmy zagryzały ze zdenerwowania wargi, kiedy nasze małe córki nie są tak ładnie ubrane, jak dziewczynka obok. Ile dano nam prywatnych lekcji z nieposiadania ciała w miejscach publicznych. Ilu powtórek i reprymend użyto, abyśmy na widok naszych niewinnie dotykających się małoletnich dzieci pochyliły głowę w poczuciu klęski i nerwowo wyrwały im ręce. Na kołdrę.

Ile odrzuceń, zaprzeczeń i zaniechań. Ile gestów wyuczonych wbrew głosowi rozsądku. Ile stłumień.
Ile kłamstw o samych sobie.
Żeby dostać pochwałę i świadectwo z czerwonym paskiem za odebranie sobie życia.
Kraj nieżyjących kobiet. Kraj kobiet wychowanych przez lustro, pozostawionych przed lustrem we wczesnym dzieciństwie.

- Idź się przejrzyj, jak ty wyglądasz, natychmiast to zdejmij.

Statystyczna dziewczynka w naszym kraju dorasta jako radykalnie niepowiązana ze samą sobą. W miarę upływu czasu pod sukienką księżniczki wyrasta jej dodatkowe ciało, ciało z lustra komplikuje się, pojawia się chwilami z piersiami i cipką, które nie należą do odbicia, i które należy jednocześnie zakrywać i odsłaniać, w zgodzie ze złożonymi zasadami wyznawanymi przez współplemieńców. O piersiach i cipkach, co zaskakuje dziewczynkę, dorosłe kobiety nie rozmawiają ze sobą. Dorosłe kobiety, o ile nie są dziwkami, nie noszą ze sobą piersi i cipek, jakkolwiek nie wolno ich dotykać w miejsca pozostałe po ukryciu tego, co nieskromne.

Czador fig i stanika. Strefy wycięte z ciała. To skomplikowana lekcja. Świeżo objawione własne piersi i cipkę dziewczynka musi zamykać w elastycznym stelażu, chować je w nie nazbyt obcisłym ubraniu i nie nosić ze sobą do szkoły oraz po ulicach, ponieważ mogłaby zostać złapana za ich posiadanie. Zwierzęta młodych kobiet w sztucznych jedwabiach ostrożnie chodzą więc po ulicach na wzruszająco szczupłych nogach i płoną ze wstydu z powodu noszenia drugo- i trzeciorzędowych cech płciowych odznaczających się pod lekkim materiałem. Kulą ramiona. Dźwigają schowane ciało bez nazwy, ponieważ urodziło im się miejscami wulgarne, skażone, chore.

Kobiecość kulturowa nie tylko jest więc czymś ogromnie zewnętrznym, jako kostium i rekwizytorium do interioryzacji. Wraz z nabywaniem kobiecości, w dziewczynce odbywa się długotrwały proces bandażowania, wytłumiania fizyczności, redukowania własnych odruchów i potrzeb, oraz systematycznego zastępowania ich kulturowo aprobowanymi nawykami. W tym sensie poprawnie wykonywana kobiecość jest skrajną redukcją autonomii.

Performatywy powiązane z przeglądaniem się i byciem oglądaną utrwalają w dziewczynkach kobiecość jako obraz. Niestety, aprobata dla obrazu nie trwa wiecznie. Z czasem ruchome, plemienne lustra innych kobiet gorliwie podkreślają wady i odstępstwa od normy. Dorastające dziewczynki nieswojo czują się w towarzystwie coraz bardziej niezadowolonych starszych kobiet, opuszczone na koniec przez rozczarowaną matkę. Wraz z odejściem matki, lustro traci lektora, który opowiadał i wartościował odbicie, pieszczotliwie burząc mu miękkie włosy. Odejście i odwrót matki są podwójnie mocnym zamachem na samodzielność i karą dla dziewczynki za najlżejszą próbę wybicia się na niepodległość. To bezwzględny sygnał: - Koniec tego dobrego, albo będziesz taka jak mówię, albo radź sobie sama. Proponuję wyczyszczenie i wyszlifowanie paznokci. Radość, tak, właśnie tak. Ładnie. Ładnie naśladujesz mamę, brawo. Bądź mną, nie sobą. Bądź kobietą, jak mama.

Cytatowość kobiecości to betka, póki jesteśmy przy koralach i klipsach, betka przy wysokich obcasach mamy przymierzanych przez małą dziewczynkę, betka, póki jesteśmy przy zewnętrznym aspirowaniu dziewczynki do kobiecości. Kobiecość okazuje się jednak przede wszystkim cytatem świadomości, perspektywy, sposobu oceniania i ferowania wyroków, mnemotechniką stereotypu. To właśnie w tym sensie cytowanie kobiecości reprodukuje strażniczki patriarchatu.

Dziewczynka musi poprawnie zacytować normę, aby stać się kobietą. Kiedy kobieta wychowuje dziewczynkę, musi pokonać jej wolność, wyobraźnię czyli stan przed obowiązującą wiedzą, musi złamać suwerenność i opór, i wymusić przyjęcie oficjalnie akceptowanej, czyli naturalnej normy. Podkreślić kobiecość. Wyeksponować ją. Wraz z całym sztafażem kulturowym przychodzi stały repertuar zachowań i ról społecznych, pozycji w rozmowie. Nasze dziewczynki nie mówią niepytane, choć stale podnoszą rękę. Potwornie zdenerwowane, kompetentnie milczą na dyskutowany temat. Szybko odkrywają, co należy powiedzieć i jak się zachować, aby zasłużyć na aprobatę. Na przykład - proponują kawę.

 Interioryzacja kobiecości jest w pełni oparta na bezwzględnym posłuszeństwie i gorliwości. Wraz z nałożeniem kostiumu kobiecości, w ręce dziewczynki wpadają coraz to nowe rekwizyty prymusek, kary za wieki tłumienia poglądów i potrzeb: słabość jako metoda komunikacji, agresja wobec własnego gatunku i bezinteresowna nienawiść do sprzeniewierzenia się normie.

Prymuski patriarchatu wiedzą, że każde kolejne udane pokolenie będzie wymagało ogromnej pracy. Przygotowaniu do życia w zaawansowanej kobiecości towarzyszą niezliczone gesty poprawiania czegoś w dziewczynkach. To trwa, musi potrwać. Wygładzanie, strofowanie, przyuczanie do zawodu miłosnego. Odbędzie się masa ćwiczeń, wysiłku włożonego w to, aby dopilnować poprawnego rozwoju dziewczynek, najchętniej poprzez włożenie ich do pieca na cztery zdrowaśki.

Głodne prymuski.
Siedzą cichutko.
Tak ładnie jak nigdy.
Czekają, aż je pochwalisz.
Ty dziwko.

Syczą do ciebie: - Ciiiiiiiii.





"Prymuski patriarchatu" 
wzięły udział 
w konkursie na prymuski tekstu. 

Wszystkim, którzy wysłali smsy, 
aby prymuski otrzymały czerwony pasek i nagrodę książkową, 
serdecznie dziękuję!





Komentarze

  1. Idziesz w środę do kina? Sama? Kolację kto im zrobi?

    Kocham cię, mamo. I idę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te lalki Barbie i ta cebula - znamienne

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nadal boję się siebie

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za cierpki tekst. Nie widzę w szmince pomiotu szatana, jeśli nie staje się narzędziem tresury (i w tym zdaniu, rzecz jasna, nie chodzi tylko o szminkę). Sama chciałabym, żeby ktoś mnie, jako małej dziewczynce, pokazał jak to jest być kobietą. Mnie nauczono o kobiecości tylko tyle, że jest czymś słabym i żałosnym (to z obserwacji najbliższej możliwej kobiety), a do tego przekleństwem (to już słowa najbliższej kobiety). Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo przemyślany, głęboki tekst, no ale Katachreza to klasa sama w sobie, nie dziwi nic.
    Ale.
    Ja chyba z innej strony, z innego świata. Mój świat kobiet, to kobiety silne, tak samo jak mężczyźni.
    To Tata u mnie gotował, stał przy garach. To tata łaził ze mną na spacery, czytał ,opowiadał bajki. Przy okazji pracował zawodowo, majsterkował i chodził w garniturze. Kolejność dowolna.
    Mama. Nie gotowała. Chapała za to na działce łopatą i pierdolnikiem. Sadziła flance truskawek. Oko pomalowane, owszem, spódnica, spodnie, praca zawodowa. Kawę robił tata.
    Mimochodem chłonęłam co męskie, co kobiece. Bardzo zgrabnie to we mnie powskakiwało. Płynnie, bez granic co wolno, czego nie, co wypada a co nie.
    Mam starszego brata. łaziliśmy po drzewach, kopaliśmy piłkę, laliśmy się. Nigdy nie usłyszałam, że mi czegoś nie wypada.
    Ale wiem, o czym mówisz. Taka jest moja teściowa.
    A ja? Ja czuję się silna i piękna. Cała. Nauczyłam się tego. Nauczyłam też męża. Uczę dzieci. Myślę, że coś dobrego z tego wyniknie.

    Ściskam Was wszystkie
    Katachrezo, jesteś wielka.:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Dodam jeszcze do trzeciego wersu, że silni, a przy tym wrażliwi, bo dla mnie to jest jasne, ale akurat tutaj nieczytelne.
      No. Kurka. Wracam ciągle i ciągle ;)

      Usuń
  6. Cholera, tak właśnie jest.
    Nie domagam się równouprawnienia, żądam, żeby świat realizował wartości kobiece, oczywiście nie te w służbie patriarchatu.Chcę, żeby nikt nie ważył się wycinać drzew, które stanęły na drodze do stadionu (to nie jest metafora, tak stało się w Lublinie). Zamiast stadionu niech staną przedszkola. Chcę czasu na ugotowanie obiadu rodzinie i wyjście na... (wstaw dowolne przyjemności) z dzieckiem, dla wszystkich. Wydatki na rodziny z osobą niepełnosprawną niech będą wreszcie uwzględnione, role opiekuńcze szanowane, słabsze chronione. Niech się stanie ludzkość z matriarchatu, niech wreszcie Bóg będzie kobietą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tys prowda!
      Tylko,że to wartości człowiecze, nie jeno kobiece.

      Usuń
    2. Masz rację, stereotypowo postrzegane jako kobiece, stąd w patriarchacie zaniechane.
      Tak, kurczę, dobrze że czujnie zwracasz mi uwagę, pandeMoniu.

      Usuń
  7. Hmmm, czym jest chodzenie w ultrakrótkich spódniczkach , z biustem podsuniętym jak na tacy tuż pod obojczyk? Wyrazem wolności i nieskrępowaną erupcją temperamentu, czy żebraniną - tym razem o MĘSKĄ aprobatę?.
    Dziewczynki, dziewczyny, kobiety chcą się podobać. Najrzadziej sobie samym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trudny, mocny, dobry tekst. Zaczepiający.
    Robię wszystko, żeby moja córka miała jak najwięcej styczności z szamankami. Widzę, jak rośnie, kiedy z nimi jest. Jak jej moc (i moja też) pulsuje.
    Ale pozwalam też czerpać radość z przyjemności, jaką jest kobiecość - z kolorów, sukienek, spinek. Z tańca, ciała, śmiechu. Sama byłam długo od tego odcięta.
    Szminka i spinka nie łączy się już u mnie z grzecznością i ucięciem pięty do pantofelka. A moja córka pokazuje mi, jak można to łączyć - robić co się chcę w różowej spódniczce ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytając ten tekst łapię się na tym, że ja nie muszę się z tego wszystkiego otrząsać, bo nigdy tego nie nabyłam. Jakoś spływało to po mnie, nie udawało się mnie zsocjalizować. Ale paradoksalnie, z tego powodu kobiety mnie nie rozumieją: tradycjonalistki - wiadomo; ale także feministki - bo nie dzielę z nimi tej solidarności w odkrywaniu własnego bycia ofiarą i w wyzwalaniu się. Patrzę na to wszystko jak z innej planety.

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę o tym, co piszecie w komentarzach.
    I piszę kolejną notkę w ramach odpowiedzi.
    Tyle tego.
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zastanawiam się czym jest kobiecość naturalna. Jak ona wygląda, czym się przejawia. Jaka byłaby dziewczynka wychowana w izolacji od norm społecznych, "tresury" i wzorców. Mająca tylko siebie, swój umysł, ciało z genotypem xx, żeńskie hormony. Pełną wspaniałą kobietą? Chorym potworem?
    Czym jest kobiecość dla samej siebie.
    Czym jest kobiecość na rzecz mężczyzn.
    Czym jest kobiecość zawieszona w próżni, bez żadnych kontekstów, odniesień.
    Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, dobrze, że napisałaś tę kolejną notkę. Ta jest miejscami jakaś niepełna. Rozumiem Cię i wiem, co chcesz powiedzieć. Lecz są też kobiety, które nie muszą wyważać otwartych drzwi, bo one nigdy nie postrzegały ich jako zamkniętych.

    OdpowiedzUsuń
  13. Skojarzyło mi się, kiedy poczytałam o "aferze paznokciowej" - na blogu Nishka.pl autorka napisała, ze źle jest, gdy dwuletnim dziewczynkom maluje się paznokcie. Bo nie czas i nie pora i po co, i rózne argumenty. Poczuła się oburzona blogerka z makóweczki.pl, i wystosowała mega kąśliwy post "Być jak mama" o tym, że co za chamstwo tak pisać, skoro córeczce tak super z paznokietkami i przecież ona chce tylko naśladować mamę i to takie słodkie jest. Pod spodem w komentarzach fala hejtu na nishkę.
    I tak sobie pomyślałam, że to zbrojne ramię patriarchatu działa chyba coraz mocniej. Socjalizacja do bycia kobietą ma się zacząć, zanim dzieczynka nauczy się chodzić. A jak kobieta nie maluje paznokci - sobie a w konsekwencji córce, a co gorsza nie chce tego robić i widzi w tym coś nie halo --- ukamienować ją!!! ciężko mi było spać po tej lekturze.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli.

    Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna.

    Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna.

    Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna.

    Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą.

    Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje.

    W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.


    — Wojciech Eichelberger

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję za ten tekst. I za inne, ktore wlasnie odkrywam, zamiast pisac wlasne Migawki:) Migawki poczekają, a ja dziekuje za ubranie w slowa emocji i uczuc, ktore klebia sie i we mnie. Przygladam się tekstom, zdaniom, mysli w nich zawartej. Ciesze sie. Im wiecej nas, nowych czarownic, tym lepiej, proces sie rozpoczal i trwa..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz