niedziela, 18 września 2016

Balans bieli


Jestem jednorożcem, bo a. wyginęłam, b. kiedy mam się przed kimś ugiąć, rozcinam go rogiem, gdy pochylam głowę.

Z rozcięcia płynie biel.
Prawda.

Co się dzieje, kiedy nagle trzeba powiedzieć prawdę? Kiedy sama muszę powiedzieć prawdę?

Jaka jest moja prawda?
Jak ją znaleźć?

Siedzę twarzą do wszystkich, ale wydaje mi się, że to co ważne, mam zawsze za plecami. Nie wiem, czy zostawiłam to już za sobą, czy jeszcze się w tę stronę nie odwróciłam?

Może jestem wyłącznie strażniczką samej siebie? Tak surową, że jeszcze nie pozwoliłam samej sobie do końca się pojawić?

Nie mam potrzeb.
I nie mam granic.
Cichy sprzeciw w chwilach przekroczenia, ale to, czego dotyczy, wymyka mi się, wypadam sobie z rąk, nie widzę.

Może Wy zrozumiecie, co się ze mną dzieje?
Przyjdźcie i popatrzcie na mnie.
Ale na moich warunkach i w godzinach określonych w regulaminie.
Załóżcie ochraniacze i nie zniszczcie mnie, nie podchodźcie za blisko. Zakaz fotografowania.
Bo zniknę. 




wtorek, 14 czerwca 2016

Adhezja

by Mercedes Helnwein

Adhezja
zwykłe przyleganie

"Miarą adhezji jest praca przypadająca na jednostkę powierzchni, którą należy wykonać aby rozłączyć stykające się ciała."

Demostenes niósł kamienie w ustach
Virginia w kieszeniach

a ja jestem z wosku

same skrzydła
wypełnienie z pierza
trzepot albo pożar

ode mnie
wszystko
łatwo się odkleja


wtorek, 17 maja 2016

Bardzo niedobre pytanie


"Now where did I leave my keys?" by Bill Plympton

Nie piszę, bo leżę pod lawiną, a żaden bernardyn z beczułką Ovomaltiny mnie jak dotąd nie odkopał, więc znowu będę musiała sama.

Oczywiście tak, wszystko jest po coś, chociaż jak zawsze to moje wszystko wydaje mi się nieco nadmiarowe i ogólnie nie zamawiałam.

Prostolinijnie wyznaję: mam tej skali zły nastrój, że przychodzę po wsparcie.

Nie mogę nic więcej napisać, mogę tylko zapytać.

Co Was na co dzień najbardziej dręczy/ wystrasza/ przeraża? Szczerze. Błagam. Na co ponuro patrzycie, jaka przeszłość lub przyszłość morduje Waszą energię życiową, przed czym uciekacie, czego zaniechaliście, choć nie wolno było, co nie daje Wam spać po nocy, co paraliżuje ruchy.

To moja zła ankieta, brzydkie pytania, z tych, co nie nadają się do historii sukcesu.

Co Was spala.

Chociaż moglibyście coś tam. Albo mniej, albo więcej. O czym niechby i ktoś z zewnątrz, z komisji weneckiej osób postronnych mógłby powiedzieć "człowieku przecież tu się nie ma nad czym zastanawiać". Bądź jeszcze inaczej, ale wiedziałby lepiej, nie to co wy, albo wskazałby specjalistę od, albo polecił znaleźć ratunek w sobie. "Rozwiązanie jest proste."

Więc co Was dręczy.

Porzućcie swoje awatary, piszcie w komentarzach anonimowo, piszcie z konta psa lub kota nieżyjącej kuzynki, obojętnie, ale piszcie serio. Na nogach sztywnych od strachu, chociaż miało się być takim kimś innym.

Potrzebuję spotkać się w sprawach grubych.

No to czekam.




czwartek, 3 marca 2016

Swobodne skoki rozwojowe

Podręczniki Trampoliny dla klas 1-3 by Katarzyna Ostrowicka

Ulubione ćwiczenia? Oczywiście z bycia sobą na wszystkie możliwe sposoby! Ulubione projekty? Mikroprojekty i odkrywanie nowego!

Otóż, drodzy.
Rozszerzam czas i korzystam z posiadanego, ile wlezie.

Zamiast narzekać na oficjalny system edukacji, w połowie stycznia zakasałam rękawy i poszłam zmieniać osobiście, jako nowa przewodnicząca Rady Fundacji Rozwoju Kompetencji Społecznych i Edukacji Trampolina i oficjalna współorganizatorka Poznańskiej Szkoły Demokratycznej "Trampolina". Mądra, fajna i utalentowana ekipa dorosłych we wzmocnionym od stycznia składzie zrobiła w szkole wielkie wiosenne porządki i zaprojektowała dla dzieci i młodzieży gigantyczną ofertę edukacyjną do wyboru. Cała doborowa Kadra wraz ze swoją nową oficjalną Koordynatorką, cytowaną już przeze mnie w "Technikach hodowli nieletnich" znakomitą psycholożką rozwojową Joanną Sowińską, zajęła się od stycznia doszlifowaniem każdego kamyczka i robi całkowicie odnowioną szkołę demokratyczną, która wspiera dziecko w moich ulubionych swobodnych skokach rozwojowych, pozwalając doświadczać i odkrywać, brać udział.

Robię to dla siebie, bo moje własne dzieci nieustannie odkrywają dużo nowego dla siebie :-) - Maja wygrała konkurs "Świerszczyka" na opowiadanie, Weronika nakręciła z całą Trampoliną własną odpowiedź na remake słynnej kwestii z "Przeminęło z wiatrem".

Cała Trampolina przechodzi wielką edukacyjną wylinkę, w ramach tygodni tematycznych wykonuje zmasowane wsparcie dla młodych odkrywców, które zapewnia między innymi pilot poduszkowca :-). Rozmach mamy epicki i od stycznia zadziało się gigantycznie dużo. Poszliśmy się zaprzyjaźnić z połową miasta i najstarsi uczniowie współpracują z Biblioteką Raczyńskich, a na dodatek udało nam się porozmawiać z pewnym Wielkim Wydawnictwem i cała szkoła za chwilę rozpoczyna akcję samodzielnego recenzowania książek dla dzieci i młodzieży, dzięki któremu - ha! - każdy nieletni recenzent uzbiera egzemplarze recenzenckie dla szkolnej biblioteki. A jesienią - jesienią Wam oko zbieleje :-) Bawię się jak nigdy dotąd, nie wiem, czy doświadczyliście w dorosłym życiu spotkania z grupą utalentowanych  pasjonatów z przeróżnych dziedzin? Ja doświadczam i jestem szczęśliwa, gdyż Podmiot Zbiorowy okazał się wspaniałym spirytusem movensem, który w subordynowany sposób przemieszcza się przez swój obszar obowiązków meksykańską falą, z uśmiechem na ustach i prędkością światła. Zdaje się, że mam nową Paczkę :-) Fajna :-)

Mówiłam, że w działaniu mamy rozmach naprawdę epicki? Właśnie wydaliśmy własne podręczniki dla klas 1-3 szkoły podstawowej, pomyślane jako wsparcie dla samokształcenia dla najsmarkatszych, aby nie padli z nudów podczas dekodowania, że Tola miała palto, a teraz tablet, i aby zamiast umawiać się z Tolą, mogli rozbiec się po dziedzinach wiedzy każde w swoim tempie i kierunku, samodzielnie wytyczając ścieżki i obserwując, ile już przebiegli i co realnie potrafią zdziałać w prawdziwym świecie. Mamy również własne Przewodniki dla dzieci 4-6, gimnazjum i liceum, a od września cała ferajna otrzyma nasze oficjalnie wydane książki do samokształcenia dla starszych :-) Szkoła bez ocen pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu, a poza wszystkimi aspektami nieodrąbywania skrzydeł tuż przy plecach i odkrywania nowego, można się w niej nauczyć jakieś dwieście razy więcej, i nie po to, by wyłącznie wiedzieć, ale żeby najpraktyczniej robić.

Niniejszym zatem serdecznie skrzykujemy Miasto na świetne otwarte warsztaty dla dzieci, młodzieży i rodziców, osobiście zapraszam, kto z okolic Poznania, niech przybywa i ahoj, przygodo - będziemy wyposażać gości w arcyfajne umiejętności, dam znać!

A w otwartym rozkładzie jazdy:

15.03 WTOREK godz. 17:00-18:30 "Mem tę moc, czyli (szkolna) wytwórnia memów" - warsztaty dla uczniów gimnazjum i liceum

18.03 PIĄTEK GODZ. 17:00-18:30 "Trampolina quest - odnajdź się w naszej szkole!" - warsztaty dla uczniów klas 4-6 szkoły podstawowej (geocaching w terenie ze startem i metą w szkole)

Już teraz zapraszajcie swoich znajomych, przyjaciół i sami rezerwujcie czas na twórcze działanie i mnóstwo dobrej zabawy! Wejściówki bezpłatne i, co więcej, można wziąć udział w obydwu wydarzeniach!





wtorek, 23 lutego 2016

Koniec masek

Dust bowl by Mercedes Helnwein 


Zawieruszyłam się.
Wydarzył się jeden pogrzeb i sporo szpitala.

Mama jest w domu.

Z czasu zrobił nam się zepsuty zegar z osłabioną kukułką, którą trzeba ostrożnie wyprowadzać, krucha. Kukułka trochę milczy, a trochę nie pamięta, ale wygrzewa się i odrasta chyba, tak mówi.

Byliśmy blisko dna, spacer tamtędy był gęsty i piękny, miałam dźwięczny głos i lubiły mnie i siostrę wszystkie panie na oddziale, byłyśmy tam tak długo, żeby przejąć część pracy pielęgniarek, dwa łóżka więcej nie robiły różnicy, zmieniłyśmy trochę nocnych koszul, posmarowałyśmy ileś kromek chleba, a jedną starszą panią, co po wypisie chciała pojechać do domu w piżamie i kapciach, w śniegu, odwiozłyśmy wspólnie, wcześniej dopilnowawszy, aby pielęgniarka porządnie opisała pani nowe peny z insuliną - na plastrze z rolki pisała zawzięcie takim czerwonym pisakiem, aż powiedziałam, że teraz jest idealnie i dużo się do siebie wszystkie nauśmiechałyśmy.

A historii dostałyśmy całe torby, tu życie, tam seria nieoczekiwanych śmierci, i wszyscy na oddziale myśleli, że jestem lekarzem, bo kiedyś chciałam, więc po serii zastrzyków na pluszowych misiach, którym pleśniało serce, przeszłam do analiz literatury i wyników badań, na koniec sama sobie byłam winna, bo internistka zadzwoniła jeszcze dzień po wypisaniu mamy do domu, wyjaśnić mi szczegółowo część epikryzy, ze wskazaniem rodziny leków, jaką sugeruje po zakończeniu serii bieżącej, oraz przekazać, jak obecnie widzi wykonane badania, wraz z rekomendowanym przeze mnie echem serca, które istotnie wykazało wskazane przeze mnie w poprzednim usg pogrubiałe odcinkowo elektrody stymulatora serca, spisywałam jej słowa, aż gwizdało, byleby nadążyć. A więc w tym większym szpitalu serio lepiej się troszczyli i pozwalali mi sprawdzać jonogram, kiedy spadał sód, mama była jak króliczek w reklamie duracell, ten z gorszą baterią, więc jej wymieniali.

Tak, spacer po dnie był piękny, wszystko złe działo się błyskawicznie, a powrót trwał przez wiele godzin, dawałyśmy mamie prześliczne piżamy, a przed najgorszym badaniem sama kazała pielęgniarkom uczesać jej włosy, król był nagi, ale uczesany, płakał, taki słaby, że nic sam nie mógł, więc pieluchomajtki też ładne i ściągnięte w talii, szorowanie, kąpiel w pościeli, aż wrzało. I w każdym łóżku dziewczyny po osiemdziesiątce, każda w różu, w wilgotnej koszuli, ale co była okazja, to się śmiały, na koniec żyje się zażarcie, głosy jak trzy dzwonki, słabiutkie i srebrne, w głowie nam się wszystkim kołowało, ale każda szukała oparcia w radości.

Może stamtąd przyszłam?
Z postanowienia w samym środku siebie, że cokolwiek jest, ma dobry kawałek?
Bo mówię Wam, tak było, nogi jak z waty, a wszystkie szukamy powodu do śmiechu, i w głos, w nocnej ciszy. I ja nie odpuszczę.

I jak wracałyśmy wieczorami na wieś, do domu rodziców, żeby wyprać ręczniki, koszule i zasnąć, to po drodze robiłyśmy zawsze coś dla siebie, i prosto od paczki pampersów, jak lunatyk, poszłam po płaszcz w kolorze fuksji, żeby się go przytrzymać, kolor jest odpowiednikiem śmiechu. I jeszcze kupiłam sukienkę, rozważnie kładąc na szali czasu dla niej czas dla siebie, taki wydał mi się ważny ten mój. I ja taka moja.

I koniec awatarów, zastępstw, pseudonimów, w szpitalu naturalniej przychodzi ten rodzaj decyzji o byciu sobą, w którym nie ma ani chwili do stracenia.

Ja wyszłam, przecież ja akurat wyszłam, a idę od tamtej nocy gorączkowo, w samym środku dzisiaj żyjąc własne życie, żeby codziennie mieć siebie przez jak najwięcej godzin.